Do zmartwień powodów oczywiście nie ma, bo Justyna wygrywała w Muonio. Inna sprawa, że nie ma tym nic nadzwyczajnego, bo odkąd sięgam pamięcią, zazwyczaj przybiegała pierwsza na metę w tej maleńkiej fińskiej miejscowości. Sama już straciła rachubę ile razy tu triumfowała. Zawody w Muonio są dla niej ważne, bo jak twierdzi Aleksander Wierietielny, po morderczej pracy w toku przygotowań do sezonu, jego podopieczna musi się rozbiegać, aby uzyskać startową dyspozycję w zawodach pucharowych. Inna sprawa, ę Kowalczyk nigdy w premierowych zawodach Pucharu Świata nie odnosiła sukcesów. Nieważne, czy w norweskich Beitostolen i Sjusjoen czy szwedzki Gaellivaere, zawsze zajmowała dalsze lokaty. Najlepszą w premierowym starcie, była siódma, jedyna zresztą w pierwszej dziesiątce.

Nie mam żadnych wątpliwości, że od czerwca do końca października, Kowalczyk trenowała mocno, tak mocno jak może nigdy przedtem. marzy sie jej, by na jej cześć odegrano w Soczi Mazurka Dąbrowskiego. Musimy sobie jednak już teraz uświadomić, że jej główne rywalki tez harowały w pocie czoła. A w Mouonio Norweżki nigdy nie startowały, Szwedki nader rzadko, choć z Gallivaere mają raptem kilkanaście kilometrów. Zdecydowane wygrane, zwłaszcza nad Rosjanka Czekaliewą i Niemką Fessel musza cieszyć, bo obie głośno zgłaszały już od pewnego czasu swoje olimpijskie aspiracje.

Pierwszą, trochę nietypowo, próbą w nowym sezonie będzie Triple Ruka w Kuusamo, za niespełna dwa tygodnie. Tam sie przekonamy czy Kowalczyk olimpijski sezon zacznie tak jak zawsze, czy jednak inaczej. A na razie trochę ostrożniej z tym „pokazem siły” jak to pisano w niektórych mediach. Wierietielny przestrzegał, że ten sezon będzie wyjątkowo ciężki. Rywalki są silne, jest ich więcej, wróciła Claudia Kuenzel-Nystad, a Justyna jest zmęczona, nie tyle tegorocznymi przygotowaniami ile całą wspaniałą karierą. Jeśli mam być szczery, to duszy mi gra, że to pewna zasłona dymna ze strony trenera. Może rywalki dadzą się nabrać?